, liczba wyświetleń. ♥

sobota, 17 grudnia 2011

Muzyka i inne. ♥

Dość długo mnie nie było od czasu ostatniego rozdziału, ale postanowiłam, że wynagrodzę wam to trochę tą notką, chociaż wiem, że wchodzicie na to chyba głównie dla opowiadanie.
[ Co do opowiadania, to nie mam jak na razie weny na czwarty rozdział, więc nie wiem, kiedy dojdzie tutaj następny rozdział.]
Podzielę się z wami moim gustem muzycznym. xD

Jednymi z moich ostatnio ulubionych piosenek, jest

Cobra Starship: You Make Me Feel... ft. Sabi

 

 

Moją uwagę przykuła również pewna piosenkarka, która niedawno (przynajmniej przeze mnie) została odkryta. Nazywa się Cher Lloyd, a jej piosenka spodobała mi się, chociaż nie zawsze takich piosenek słucham. ;D

 

Jako, że już nie długo święta, to chciałam również pokazać dość znaną piosenkę świąteczną w wykonaniu Cascady. c;

A jako piosenkę z CIEKAWYM teledyskiem dodam: LMFAO - Sexy and I know it. ;>

Nie powinno w moich "notowaniach" zabraknąć mojego ulubionego wyciskacza łez na doły, które łapią mnie ostatnio coraz rzadziej, ale jednak dalej nie ustają. ;p

Do tego wszystkiego dochodzą oczywiście Kalwi i Remi z kawałkiem "You and I" ♥


 
Bruno Mars - Marry You. ♥
 
Inna - Un Momento. ♥
 
W mojej liście nie może zabraknąć miejsca dla polskich wykonawców. ;>
Video - Środa, Czwartek. ☻
 
Sylwia Grzeszczak - Sen o przyszłości. ♥

 
No cóż... To jak na razie wszystko o muzyce... Niestety...
 
Ale to jeszcze nie koniec notkii. ;p
 
Chciałabym was zaprosić na moje konto na zapytaj.onet.pl ;p
zapytaj - >> klik ♥ 
 
Mam jeszcze youtube.com , ale nie ma co tam oglądać, ponieważ nie mam żadnych filmików. ; dd
Jeżeli chcecie, to zapraszajcie na zapytaj. ;D
Akceptuję każde zaproszenie. ;>
Muszę już kończyć, bo ta notka zabiera mój czas przeznaczony na szukanie weny na następny rozdział.
I do tego koledzy zaglądają mi w okno, więc lepiej będzie, jak się na chwilę oderwę od komputera i zasłonię okno. ;D
 
PS. Będzie remont!
Nie podoba mi się zbytnio ten kolor i wgl. ; dd
Szukam anspiracjiiii!
Piszcze w komentarzach, jakie kolory może mieć mój blog. ;]

Nqq.

piątek, 9 grudnia 2011

, Rozdział 3. Pierwsze dni. ♥

I stało się.. Właśnie jechałam z mamą na obóz. W tej chwili najchętniej wyskoczyłabym z auta i nawet na piechotę poszła bym do domu, w którym czekało by na mnie cieplutkie łóżeczko, komputer oraz gorąca czekolada.. ale niestety to tylko głupie marzenia. Nie mogłam tam nie jechać, a zwłaszcza dlatego, że mama musiała być głupio mądra i bez konsultacji ze mną zapłaciła za wszystko.
Po wczorajszej imprezie, którą zorganizowała dla mnie Julka byłam wykończona, teraz jeszcze męczy mnie długa jazda samochodem, a do tego wszystkiego będę musiała przez 3 tygodnie męczyć się na obozie. 
Już dojeżdżałam. Było już widać domki i samochody innych dzieciaków. 
No świetnie... - pomyślałam. Miałam ochotę siedzieć w tym samochodzie i nie wychodzić przez najbliższe kilka dni, ale przecież nie wytrzymałabym tam bez jedzenia i picia, więc musiałam niestety wyjść.
- Mamo.. muszę tu zostać? Może jest jeszcze jakieś inne wyjście...? - powiedziałam z nadzieją w głosie, że odpowiedź będzie brzmiała "tak, kochanie. Możemy wrócić do domu. ", ale niestety moje oczekiwania były nierealne.
- Nie ma innej opcji. Musisz zostać, ale za to w przyszłym roku będziesz mogła zostać w domu. - powiedziała, a na jej twarz nasunął się uśmiech, którego w takich chwilach nie lubiłam.
No oczywiście... "ale za to w przyszłym roku będziesz mogła zostać w domu". No proszę cię! - pomyślałam, a po chwili mama podała mi moją walizkę. Pożegnała się ze mną i momentalnie odjechała. I właśnie teraz kompletnie nie wiedziałam, co robić. Nie wiedziałam, gdzie iść. Do kogo bym nie podeszła, czułam że to będzie nie miłe spotkanie. Przyzwyczaiłam się już do tego, że przez te wszystkie lata spędzone w rodzinnym mieście zdążyłam tam zapoznać już jako małe dziecko chyba wszystkich moich rówieśników, jak i tych trochę starszych oraz młodszych, ale przecież wiadomo, że dzieci łatwiej nawiązują nowe znajomości. Wystarczyło tylko zapytać się kogoś, czy możemy się razem pobawić, i od razu nawiązywała się przyjaźń.
Zamyślona poszłam przed siebie, a raczej poszłam tam, gdzie ludzi zgromadziło się najwięcej, bo prawdopodobnie tam mogłam się wszystkiego dowiedzieć. Stałam zapatrzona w komórkę i zaczęłam robić w niej porządek, gdy nagle ktoś na mnie wpadł i mnie wywrócił. 
- Uważaj trochę! - powiedziałam zdenerwowana nawet nie patrząc na tą drugą osobę.
- Sorry. - powiedział. Głos wskazywał na to, że mam do czynienia z osobnikiem płci przeciwnej. Chłopak wyciągnął do mnie rękę, a ja tylko ją odsunęłam.
- Dzięki za pomoc, ale poradzę sobie sama. - powiedziałam wstając, a następnie otrzepując spodnie z piasku.
- Jak uważasz.. - powiedział chłopak, a ja w tej samej chwili spojrzałam na niego i zaniemówiłam. Był brunetem. Jego kolor oczu był porównywalny do błękitnego nieba, czy nieskazitelnie czystej wody. Moją uwagę przykuły śnieżno białe zęby. Można było powiedzieć, że oniemiałam z wrażenia.
- A tak w ogóle, to jestem Albert. - powiedział ukazując swoje idealnie proste zęby.
- Miło mi. - odwzajemniłam uśmiech. - Jestem Oliwia.
Miłe pierwsze spotkanie przerwał głos z megafonu, który zwoływał wszystkich, by podeszli pod podest, na którym stał główny opiekun obozu.
- Cóż.. miło było, ale musimy jak na razie przerwać tę naszą pogawędkę. - zaśmiał się Albert.
I poszliśmy pod podest. Tam nam przydzielono domki i powiedziano, co będziemy robić podczas obozu i po chwili wszyscy rozeszli się do swoich domków.
Cóż.. Jak na razie był dobry początek z góry osądzone na klęskę te 3 tygodnie, które mam tu spędzić. 
 Weszłam do swojego domku. Jak wiadomo, to chyba na każdym obozie ma się współlokatorki, więc tutaj nie było wyjątku. Nasuwało się tylko kilka pytań: Czy są miłe? Da się z nimi żyć?
Aby odpowiedzieć na te pytania, trzeba było najzwyczajniej w świecie czekać i tak też zrobiłam.
Do końca dnia nie było nic do robienia. Pierwsze "zajęcia" zaczynają się od jutra z rana.
Super... Szkoła się odeszłą na czas wakacji, ale wczesne wstawanie niestety nie... - pomyślałam sobie, i od razu zaczęłam się rozpakowywać.
W trakcie rozpakowywania otworzyły się drzwi od domku. Jak można było się domyśleć - była to współlokatorka. Podeszła do drugiego łóżka i rzuciła swoją walizkę na swoje łóżko. Od razu zaczęła rozmowę.
- Hej! Jestem Natalia! - powiedziała radośnie patrząc na mnie z uśmiechem tak wielkim, że banan by się tam spokojnie zmieścił.
- A ja Oliwia. - powiedziałam i próbowałam się uśmiechnąć równie mocno, co mi nie wychodziło tak dobrze, jak koleżance.
- Często jeździsz na obozy? - spytała nagle
- Nie. Jestem tu pierwszy raz. Nie chciałam wyjeżdżać z miasta, ale zostałam zmuszana. - powiedziałam wymuszając sztuczny uśmiech.
- To tak jak ja! Tyle, że ja nalegałam mamę, żebym mogła tu przyjechać. I cieszę się, że trafiłam do jednego domku razem z tobą. Mało by brakowało, a bym wylądowała z Kamilą.
- Kamilą? - powiedziałam z zaciekawieniem w głosie.
- Tak, Kamilą. - powiedziała, jakby nie zrozumiała, o co chodzi. - Nie lubię jej. Wydaje jej się, że cały świat kręci się wokół niej. - powiedziała.
- Znacie się?
- Niestety tak. Jeszcze niecały rok temu się przyjaźniłyśmy, ale do tego czasu wszystko się zmieniło, tak samo jak i ona... Ale nie przyjechałam tutaj, żeby ją obgadywać. - powiedziała i wyszła nie wiadomo gdzie.
I znowu w pokoju zapadła cisza. Miałam czas na pochowanie wszystkich moich rzeczy do szafek. Jak już skończyłam, rzuciłam się na łóżko. Nie było wygodniejsze od mojego, ale lepsze to, niż podłoga.
Nudziło mi się samej w pokoju, więc wzięłam ze sobą mp3 i wyszłam rozprostować nogi..
Wiedząc dokładnie, że już jutro zaczynają się zajęcia postanowiłam spędzić trochę czasu skupiając myśli na tekście piosenki, która będzie leciała mi ze słuchawek prosto do uszu, dając mi tę przyjemność błogiego spokoju, którego nie potrafiłam znaleźć od dawien dawna. Udałam się nad wodę w cień wielkiego drzewa. Wreszcie mogłam odetchnąć. Mogłam nareszcie odpocząć od hałasu i smrodu spalin, który podczas roku szkolnego nie opuszczał mnie ani na moment. Mogłam znów poczuć ten przyjemny zapach bryzy, kwiatów rosnących w pobliżu oraz znów mogłam poczuć we włosach wiatr, który nawet w najmniejszym calu nie był zmieszany z toksynami z miasta. To były plusy tego miejsca. W duchu zaczęłam dziękować mamie, że dała mi możliwość, by odpocząć od codziennego harmideru tłoczącego mnie od lat...


Nawet się nie zorientowałam, że usnęłam. Oddałam się tym przyjemnościom do tego stopnia, że nawet nie usłyszałam, jak ktoś nawoływał moje imię tuż nad moim uchem przy okazji potrząsając mną. Szybko otworzyłam oczy i spojrzałam na tego kogoś. Okazało się, że to był Albert.
- Hej, śpiąca królewno, wstawaj! Szkoda dnia! - nawoływał radośnie ukazując swoje jakże cudne zęby.
- No już dobrze..! - powiedziałam jakby jeszcze przez sen. - Długo spałam?
- Nie.. gdzieś z 15 minut. 
- To wcale nie tak długo.. To ja wracam spać. - powiedziałam z zadowoloną miną kładąc głowę na soczyście zielonej trawie.
- O nie, nie, nie! Ty idziesz ze mną..
- Dokąd?
- Na kajaki! - oznajmił. Na jego twarzy pojawił się szeroki od ucha do ucha uśmiech równie szybko, jak szybko złapał moją rękę i zabrał na kajaki.
Usiedliśmy razem na jednym, dwuosobowym kajaku. Wypłynęliśmy dość daleko, a po drodze rozmawialiśmy na różne tematy.
- Nudzi ci się...? - powiedział z szyderczym uśmiechem.
- Nie...? - odwzajemniłam uśmiech.
- A może jednak? - powiedział, i od razu zaczął kołysać kajakiem na prawo i na lewo.
Za każdym przechyleniem kajaka wlewało się do niego coraz więcej wody, aż doszło do momentu, gdy całkowicie się przewrócił. Ja szybko wypłynęłam na powierzchnię spod kajaka i zcierając z twarzy ostatnie krople wody krzyknęłam do niego.:
- Łajzo..! - i w tym momencie również wypłynął na powierzchnię. - Pożałujesz tego! - krzyknęłam z uśmiechem i od razu rzuciłam się na niego próbując go podtopić. Niestety nie bardzo mi się to udawało i dlatego właśnie przejął całą kontrolę. Rzucił się pod wodę, chwycił mnie za nogę i zaczął ciągnąć. Szybko jednak mu się wywinęłam i wypłynęłam z powrotem na powierzchnię. On po chwili też się wynużył i następnie oboje płynęliśmy w stronę suchego lądu pochłonięci śmiechem. Usiedliśmy na brzegu...
Nie mogąc wykrztusić z siebie ani jednego słowa z powodu śmiechu, postanowiliśmy zamilczeć i po prostu w ciszy z uśmiechem na twarzy położyć się na brzegu nie zwarzając na to, że piasek może przykleić się do naszych mokrych ubrań.
Leżeliśmy tak może z minutę, nie więcej. Spokój ten zakłóciła pewna dziewczyna wołająca Alberta. On słysząc jej głos prędko wstał z ziemi z miną typu "pomocy!", otrzepał się i zaczął jej się tłumaczyć. Zaraz.. Tłumaczyć? Z czego?! Dla mnie przez chwilę nie miało to najmniejszego sensu..
- Albert, co ty robisz? - powiedziała stanowczym głosem
- My po prostu sobie pływaliśmy na kajakach..
- Skoro pływaliście, to dlaczego ty i ... - w tym momencie spojrzała na mnie. - jesteście mokrzy?
- Bo wpadliśmy do wody, matko.. Odpuść sobie trochę.. Jeżeli myślisz, że marzę o innej, to się mylisz.. - powiedział, i zaczął ją delikatnie całować w usta.
- No dobrze.. Zaraz przyjdź do mojego pokoju, kochanie. - powiedziała i szybko się odwróciła i poszła. W czasie, gdy się odwracała zdążyłam zauważyć, jak patrzy na mnie, jakbym jej matkę zabiła, czy coś podobnego...
Gdy Albert skończył z nią rozmawiać, na chwilkę powrócił do mnie.
- Kto to był? - spytałam, jakby w szoku.
- Moja dziewczyna, Kamila.
- Od jak dawna ze sobą chodzicie?
- Może i głupie będzie to, co powiem, ale tydzień przed przyjazdem tutaj napisała do mnie i w sumie od dzisiaj jesteśmy parą.. - powiedział patrząc mi prosto w oczy. Prawdopodobnie zauważył smutek wypełniający moje oczy, bo również trochę posmutniał.
- To ja już chyba pójdę.. - powiedział ze smutkiem, a zaraz potem dodał z chyba sztucznym uśmiechem - Do zobaczenia!
I zniknął... Trochę byłam zdenerwowana tą całą sprawą i czułam się jakby oszukana... Nie rozumiałam jednego faktu.. Dlaczego taki fajny chłopak dał się omotać w taki związek, który raczej opierał się na zauroczeniu.. bo niby jak wyjaśnić fakt, iż zobaczyli się dopiero pierwszy raz, a już ze sobą chodzili? To dla mnie było niedorzeczne. 
Oburzona całą tą sprawą poszłam do domku. Po głowie chodziły mi słowa Kamili "Zaraz przyjdź do mojego pokoju, kochanie". Niby nie jestem zboczona, ale to mi się kojarzyło z jednym. Od razu również przyszło mi na myśl to, że Kamila była bardzo łatwą dziewczyną. Mogła by TO zrobić z każdym, kto jej się podoba..
Gdy doszłam do domku położonego kilkanaście metrów od miejsca, gdzie odbyło się całe zajście, dopiero zauważyłam, że się ściemnia. To jeszcze bardziej pogorszyło mój dzień.

Po wejściu do domku poszłam do łazienki wziąć prysznic. Następnie wysuszyłam włosy i spięłam je w luźnego koka, w którym włosy rzucały się na wszystkie strony świata, by rano mieć falowane włosy. Usiadłam na łóżku i zaczęłam szperać w torbie. Wyjęłam z niej laptopa. Jak dobrze, że zabrałam go ze sobą. W takich chwilach jak ta, dla mnie najlepiej jest odciąć się od świata i pochłonąć się w sieci i zacząć czytać o realnych, jak i nierealnych nowościach ze świata... 
[...]

Tak się zapatrzyłam w ekran, że aż mnie oczy zabolały. Rozejrzałam się po pokoju, by dać odpocząć moim zmęczonym oczom. Zdziwił mnie fakt, iż Natalia już leżała w łóżku i miała bardzo twardy sen. Najwidoczniej musiałam być bardzo zapatrzona w moje okno na świat. Patrzyłam po pokoju dalej. Mignęłam wzrokiem wszystkim. Po drzwiach do łazienki, po fotelu, po drzwiach wyjściowych, po oknie... I właśnie na oknie się zatrzymałam. Gdy tylko tam spojrzałam, jakby czyjś cień nagle się schował. Szybko po łożyłam laptop obok siebie i równie szybko wstałam z łóżka. Podeszłam do okna, otworzyłam je i się wychyliłam.
Cóż... nic tu nie ma.. Musiało mi się tylko wydawać... - pomyślałam.
Od razu udałam się z powrotem do łóżka i położyłam laptopa z powrotem na kolana. Spojrzałam na godzinę... była 2:00 !
Nie wierzyłam własnym oczom, więc je od razu przetarłam i znów spojrzałam na czas. Jednak oczy mnie nie myliły. Było już bardzo późno, więc z wielkim trudem wyłączyłam laptopa i położyłam się spać. Trochę czasu minęło, zanim usnęłam, ale jednak nie wiedząc nawet kiedy, odpłynęłam...

Jak zwykle obudziłam się wcześnie. Mój organizm nie mógł się przystosować do braku potrzeby wczesnego zrywania się z łóżka, ale nie miał innego wyboru - prędzej, czy później musiał się przystosować. Patrząc na swoją współlokatorkę doszłam do wniosku, że ona nie ma z tym żadnego problemu. Tak samo jak wczoraj, dzisiaj rano również miała bardzo twardy sen. Nawet pewnie nie miała zamiaru się obudzić. Chciałabym mieć tak jak ona...

Już od dzisiaj zaczynają się zajęcia. Mam szczere nadzieje, że nie będzie widniały w planie kajaki. Mam ich po wczorajszym dniu serdecznie dość i nie mam ochoty na nie patrzeć przez pierwszy tydzień.

Ok, Ok, Ok, koniec.. Skoro Natalia śpi sobie w najlepsze, to ja nie będę gorsza...
 [...]

Spałam tak jeszcze z godzinkę. Jak na początek wakacji to tyle mi wystarcza... Wstałam się wyszykować, więc poszłam do łazienki zrobić wszystkie poranne czynności. O dziwo zajęło mi to tylko pół godziny, co zwykle w wakacje zajmuje mi co najmniej 1h... Nie tracąc czasu wyszłam już na zewnątrz. Po dokładnym obejrzeniu okolicy zdałam sobie sprawę z tego, że jeszcze tylko Natalia śpi smacznie nie przejmując się niczym. Aby nie zaspała, poszłam ją obudzić. Szybko się dziewczyna ogarnęła, więc szybko znalazłyśmy się w głównej sali.

_____________________________________

Przepraaszam, że rozdział taki zryty, krótki i że w takim momencie kończę, ale długo mnie nie było chybaa, więc chciałam jak najszybciej wstawić nowy rozdział, bo sądząc po komentarzach, to zaglądacie tu tylko dla opowiadania. ;>

Nowy rozdział pojawi się na jakiś czas po tym, jak pod tym rozdziałem pojawi się kilka ( co najmniej 5) komentarzy. ; )
Nie obiecuję, że będzie się pojawiał szybko, ale jeśli ma być bardziej dopracowany i ciekawy, to chyba warto poczekać. :D

Jak zobaczycie jakieś teksty nie trzymającego się kupy, to powiedzcie w komentarzu, bo trochę poplątałam to wszystko i nie wiem, czy wszystko ogarnęłam na 100%. Ja to jak najszybciej poprawię, jeśli będę miała taką potrzebę. ;>

Liczę na komentarze. ; *

czwartek, 10 listopada 2011

Ponad 200 wejść! ;O

Już któryś z kolei dzień prowadzę tego bloga, ale jak widać, jego popularność zaczyna się stopniowo powiększać. To FENOMENALNE! ;)
Już mam ponad 200 wejść. Tylko komentarze są odwrotnie proporcjonalne, co do wejść, ale jak na razie jest dobrze. ;)
Komentarze pod notką z 2 rozdziałem powoli sięgają minimum, także wszystko wskazuje na to, że niedługo ruszy praca nad dalszymi rozdziałami. :D
Postaram się w następnym rozdziale o więcej emocji i dopracuję moje dialogi. Szczerze mówiąc, to nie bardzo idzie mi pisanie dialogów, dlatego jest ich tak mało. ;p
Na zakończenie dodam, że niedługo napiszę notkę poświęconej muzyce, piosenkach itp.
Pod zwykłymi notkami też liczę na liczne komentarze. Ten blog musi w końcu ruszyć z miejsca ;]

A teraz, pozwólcie, że oddam się przyjemnościami, takimi jak facebook oraz reklamowanie mojego bloga (jak mi się będzie chciało ;p). :D

wtorek, 8 listopada 2011

Japan Style. JARAM SIĘ TYM !

Cześć znowu. :D
Dzisiaj już szukając fajnego prezentu na święta z allegro, upatrzyłam sobie kilka fajnych ciuchów. ;>
Japan Style można przedstawić również jako różnorodne fryzury, ale nie o tym dzisiaj mowa. ;)

Wstawię teraz dla demonstracji kilka zdjęć bluz, które mi się najbardziej spodobały. ;p
1.


2.






3.


4.




5.


6.


7.




8.








9.






10.






Która z nich się wam najbardziej podoba? Którą zamówić? Wasze komentarze bardzo mi pomogą, bo wybór jest duży, a możliwości mało. Czekam na odpowiedzi w komentarzach. ☺

, Rozdział 2. Melanż Ostateczny. ♥

Po prostu nie mogę w to uwierzyć.. Jutro już jutro jadę na OBÓZ! Niby to jest bez różnicy - brak znajomych tam, czy tutaj, ale jednak coś w tym jest..
Tam będę się czuła jak jakiś odludek. Prawdopodobnie nie tylko ja, ale szczerze w to wątpię...
Dzisiaj Julka ma zrobić u siebie melanż ostateczny... Hahaha zabawnie to brzmi. "MELANŻ OSTATECZNY"... Niby normalne słowa, ale jednocześnie takie banalne, a za razem intrygujący...
A teraz, powracając do teraźniejszości..
Wstałam o 10. Nie miałam ochoty ruszać się z łóżka, ale niestety musiałam, ale to było trudne. To tak, jakby jakaś magnetyczna siła ciągnęła mnie do łóżka. W wolne dni nie chciałam z tym walczyć, ale teraz nie mam wyboru.
Gdy w końcu wypełzłam z łóżka poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy i tak dalej. To po prostu czynności, bez których nie może się obejść porządny człowiek. Makijażu na razie nie ruszam.
Wysuszyłam się, uczesałam i spięłam włosy w nieokrzesany kok. 
I zaczyna się... W końcu musiałam to zrobić. Chcąc, nie chcąc musiałam. Wzięłam największą walizkę, jaką znalazłam, i spakowałam ubrań na 3 tygodnie, a nawet więcej. Nie ma mowy, żebym tam się nie ubrudziła. I oczywiście do kompletu parę bikini.
- Uff.. myślałam, że to mi zajmie więcej czasu... - Pomyślałam sobie wypuszczając powietrze z ulgą.
- No cóż... skoro Julka robi imprezę, to nie dobrze było by, gdybym nie przyszła... - i od razu, gdy w myślach wypowiedziałam te słowa zaczęłam sobie przyszykowywać ubrania na imprezę. Może to i głupie, bo przecież to wszystko będzie odbywało się dopiero za... 7 godzin! A ja jeszcze nic fajnego nie znalazłam... Przecież mam 16 lat, a to jest mój ostatni dzień w tym mieście.. Nie mogę byle jak się odstawić! 
- Ostatnio mama mi dała pieniądze na ubrania, więc nie wiem, czy i teraz mi da, ale spróbuję poprosić... - i szybkim tempem zeszłam na dół.
Mamy nie było. Rozglądałam się po całym mieszkaniu, ale nic!
Aaah tak.. Mój tata... Nie opowiedziałam nic o nim...
Mój tata pracuje za granicą, a dokładniej w Hiszpanii. Chciał, żeby cała rodzina się tam przeprowadziła. Będą przecież duże dochody, i takie tam.. Ale ja "zastrajkowałam". Nie spodobał mi się ten pomysł. Dokładnie z tego samego powodu, co i nie spodobał mi się wyjazd na obóz, a tam w Hiszpanii było by o wiele gorzej. Co prawda chodziłabym do szkoły odpowiedniej dla mnie (nie, nie do zielonych), ale gorzej byłoby z jakimkolwiek wyjściem, takim jak do sklepu i takie tam.. Ale mniejsza o to.. Może powrócę do głównego tematu..
Jak już wiadomo - mojej mamy nie było. Ostatnim miejscem, jakie odwiedziłam była kuchnia. I dobrze trafiłam! Na lodówce widniała kartka. Pismo jakże bardzo znajome oczywiście należało do mojej mamy, a na tej kartce widniała taka informacja:
"Oliwia, musiałam wyjechać do naszej cioci z Białegostoku, ponieważ właśnie rodzi dziecko w szpitalu, a małą Kasią nie ma się kto zająć. Wieczorem przyjedzie wujek Sławek z powrotem do domu, by pilnować małej. Będę rano.
Buziaczki! "
- Nie no, po prostu SUPER! - wypowiedziałam sama do siebie.
- Już za parę godzin "melanż", a ja dalej nie mam się w co ubrać! Po prostu świetnie...
No cóż... taka kolej rzeczy. Najpierw wszystko idzie jak po maśle, a potem już jest tylko gorzej...
- Może jednak coś jeszcze znajdę... - pomyślałam i pobiegłam na górę do swojego pokoju.
- Ehh... za takie latanie po schodach mama powinna mi podwoić kieszonkowe..
Nie miałam już wyjścia.. Myślałam, że będę musiała pożyczyć coś pożyczyć od Julki, ale przez pewien przypadek z cudem wybrnęłam z sytuacji...
Już zakładałam pierwsze lepsze spodnie, by móc z godnością wyjść z domu, i nagle coś wypadło mi z kieszeni. TO BYŁY PIENIĄDZE!
Schyliłam się, by je podnieść. Uśmiech na mojej twarzy z każdą chwilą robił się coraz bardziej wyrazisty, a moje podniecenie coraz większe. W końcu w ostatniej chwili jeden incydent odratował mój humor!
- Tak! 50 złotych! Lepiej być chyba już nie może! - pomyślałam te parę słów i w końcu założyłam te nieszczęsne spodnie. Zbiegłam na dół po schodach, założyłam buty i wybiegłam z domu biorąc po drodze klucze, które leżały na regale na buty tuż przy wyjściu, zamknęłam drzwi i wybiegłam. Tak szybko biegłam, że potknęłam się o wystającą kostkę chodnika i klucze mi wypadły u bramy mojego domu. Kucnęłam po nie. Wstając, czułam na sobie czyjś wzrok i odruchowo spojrzałam do przodu. Z okna domu, do którego niedawno wprowadziła się pewna rodzina, było widać niewyraźną twarz. Zarys twarzy wskazywał na to, że był to mężczyzna. Spoglądał na mnie uchylając białą firankę. Poczułam się nieswojo, więc od razu spuściłam wzrok i poszłam tam, gdzie się właśnie wybierałam [...] .
W czasie drogi do sklepu już prawie zapomniałam o tym tajemniczym mężczyźnie, czy też po prostu chłopaku. Z biegiem czasu minęły moje myśli, krążące wokół tego KOGOŚ. Zaczęłam myśleć o tym, co ja mam kupić. Mam ze sobą jedynie 50 złotych, a w sklepie na pewno znajdę o wiele więcej fajnych rzeczy, niż warte jest moje życie, dlatego też zaczęłam myśleć o tym, co na pewno założę na siebie. Po długich namysłach postanowiłam się ubrać skromnie, ale lepiej, niż nie jedna gwiazda (żartuję oczywiście). Postanowiłam, że założę pewnie czarne buty na niewielkich koturnach, rurki, prawie że czarne.. Może więc poszukam do tego jakiejś fajnej bluzki, na którą mogę założyć kamizelkę, którą ostatnio dostałam od cioci...

W końcu doszłam do sklepu. Już przed wejściem zaczęłam się dyskretnie modlić, żeby było coś, co było by idealne na tą dżamprezę. [...]

- Tak! Moje modlitwy zostały wysłuchane! - pomyślałam. Nie musiałam długo czekać na coś.. coś... fenomenalnego! Ta bluzka idealnie pasowała do tego, co postanowiłam założyć! Tylko jeszcze nasuwało się pytanie "czy mi na to starczy?". Na szczęście szybko zdołałam odpowiedzieć sobie na to pytanie. Ta cena była zadziwiająco niska, jak na coś takiego. Kosztowała zaledwie o złotówkę mniej, niż ja miałam do zaoferowania. [...]


Zadowolona z małych zakupów wróciłam do domu szybciej, niż szłam w drugą stronę. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi. Wyciągnęłam klucze i wsadziłam je do zamka. Wszystko byłoby w normie, gdyby nie fakt, iż drzwi były otwarte...
- Pewnie mama wróciła... - pomyślałam. - ale przecież żadne światła się nie palą... Mama zawsze zapala światło nawet jak jest w pokoju jasno.
Trochę się zaniepokoiłam.. Bałam się wejść do środka, ale przecież musiałam tam wejść. Obawiałam się tego, że gdy otworzę drzwi, coś mnie zaatakuje...
Zaryzykowałam.. Po prostu nie miałam innego wyjścia..
Pociągnęłam za klamkę i ostrożnie weszłam do środka. [...]
Żadna z moich obaw się nie spełniła, ale wciąż czułam, że ktoś jest w domu, oprócz mnie.. Zapaliłam światło.
W końcu odważyłam się wyjść dalej, w głąb domu.
Sprawdziłam, czy ktoś jest w kuchni.. [...] Nic.
Mój niepokój wciąż we mnie rósł razem z adrenaliną. Już kompletnie nie wiedziałam, co się dzieje...! [...] Nie mogłam już wytrzymać, więc wlałam sobie wody do szklanki, usiadłam i zaczęłam pić.
- Buu! - ktoś krzyknął. Przestraszyłam się jak nie wiem co! Tak się przestraszyłam, że aż wylałam na siebie całą zawartość szklanki. Szybko odwróciłam się za siebie. Spojrzałam w twarz "tajemniczego" i odetchnęłam z ulgą. To był mój TATA! Rozum już dał odpocząć lękom, ale serce nie. Waliło jak szalone. Całe moje ciało szykowało się już na najgorsze, a tu mój tatuś taki mi numer odwala...
- Tato! Co ty tu robisz? Nie rób tak więcej! Przestraszyłeś mnie..! - powiedziałam zdenerwowana. 
- To jak, już nie mogę przyjechać do własnego domu? - zażartował mój ojciec.
- No możesz... Ale dlaczego przyjechałeś? Już tam nie pracujesz, czy jak?
- Pracuję! Ale twoja mama mi powiedziała przez telefon, że wyjeżdżasz na trzy tygodnie i z tego powodu mam wziąć wolne i przyjechać do niej. Nie zostawię jej przecież samej. - mówił uśmiechając się. Podejrzewałam już jakie mają zamiary... Ostatnim razem, zanim ojciec zaczął pracować w Hiszpanii cały czas się mnie pytali, czy chcę mieć rodzeństwo.. Gadali normalnie jakbym była jakimś małym dzieckiem!
- Ooo.. no dobra, to ja już lecę na górę tatuś. Idę się szykować na imprezę. - powiedziałam wychodząc już z kuchni. Już byłam na schodach, kiedy tata wychylił się z kuchni i kontynuował..:
- Aha, i jeszcze jedno. Jakiś chłopiec był tutaj i pytał się kiedy wrócisz.
- Tak? A kto to był? - spytałam.
- Nie przedstawił się. Ale był szczupłym blondynem i miał duże piwne oczy.. - powiedział patrząc się na mnie wzrokiem, jakbym mu matkę zabiła. - Dobra, leć szybko, bo nie zdążysz na tę "imprezę". - kontynuował czytając gazetę. Po tych jego słowach poszłam na górę.. Przygotowania na melanż CZAS ZACZĄĆ!
[...]


Wszystko najpierw zaczęłam od ubioru. Założyłam to, co planowałam założyć jeszcze jakieś 15 minut temu. Teraz czas na MAKIJAŻ!
Postanowiłam, że zrobię sobie tzw. Smoky Eyes. Dopiero drugi raz w życiu robię tego typu makijaż, więc wszystko robiłam ostrożnie. Oczywiście najpierw korektor, matujący podkład, aż wreszcie oczy.
Parę błędów robiłam, ale nie dam się tak łatwo. Zrobię to PERFEKCYJNIE. [...]


Po wielu nieudanych próbach, po zużyciu tony podkładu i siły w końcu się udało!
Teraz nadeszła pora na coś, co wymaga zużycia wiele prądu... Tak, zgadza się.. Tutaj mowa o włosach! Tylko miałam jeden problem. Nie wiedziałam co z nimi zrobić. Rozpuszczone? Niee. Takie mam prawie codziennie. Kok? Też odpada. Szybko się zepsuje, i co wtedy? To może loki? Ewentualnie mogą być. Też się szybko psują, ale przynajmniej potem nie będę zbytnio roztrzepana. ; )
[...]

No i gotowe! Wyrobiłam się dokładnie na 17:20. Nie ma co czekać. Lepiej, żebym już wyszła...
[...]


...Impreza trwa w najlepsze. Jak widać - wszyscy zaczęli beze mnie. Wszyscy już są po piwie.. Przecież nie miało być piwa! Zawsze Julce mówiłam, że jak już robi imprezę, to najlepiej bez alkoholu! Przez nią mogę mieć poważny przypał. Nic by nie było, gdyby nie to, że mój ojciec przyjechał..
Niby nie ma żadnej różnicy, bo przecież nawet jakby nikogo nie było - postanowiłam, że nie będę pić. Jeżeli już by się to stało, to tylko i wyłącznie w małych ilościach. Do tej pory doskonale bawiłam się sama bez żadnych trunków i takich tam...
Dlaczego nie piję? Odpowiedź jest prosta..
[...]
Ponad 5 lat temu, kiedy mieszkałam jeszcze w centrum Polski, czyli w Warszawie, coś się zdarzyło...
Kiedyś miałam starszą siostrę. Jej znajomi organizowali imprezę, a ona mogła wziąć kogo chciała, więc padło na mnie...
Chciała mi pokazać, co stracę prowadząc spokojny tryb życia. Taki spokojny, że aż można było umrzeć z nudów. Całymi dniami siedziałam w domu z nosem w książkach.. ale nie o tym teraz mowa.
Było wręcz świetnie. Wszyscy się dobrze bawili. Impreza trwała w najlepsze, do czasu...
Do domu wrócili rodzice dziewczyny, która organizowała tą imprezę. Na nasze nieszczęście każdy miał we krwi dużo promili alkoholu. W dosłownie w każdym kącie było parę pustych puszek, a na podłodze w kuchni leży rozlane i roztrzaskane na malutkie kawałeczki butelka półlitrowa. Jak wiadomo rodzice tejże dziewczyny wszystkich od razu wyprosili, a ci wszyscy musieli wracać samochodem. Nie było chyba osoby, która mogłaby prowadzić samochód, ale zobowiązała się do tego m.in moja siostra... Byliśmy w drodze do domu. Gdzie nie spojrzeć - było ciemno. Tylko reflektory samochodu oświetlały nam drogę. Nic więcej.
Tych, co jechali z nami moja siostra odwiozła. Takiego miałyśmy farta, że na drodze, którą jechałyśmy były roboty drogowe, więc musiałyśmy się zawrócić i zmienić trasę. A było już tak blisko domu...
Jechaliśmy spokojnie. Już byłyśmy na naszej ulicy, gdy nagle moją siostrę zemdliło. Kierownica wraz z jej rękoma gwałtownie skręciła na prawo..
Uderzyłyśmy w drzewo... Trochę mną poharatało, ale ostatecznie byłam w dobrym stanie, a na pewno byłam w lepszym stanie, niż moja siostra... Gdy wreszcie zrozumiałam, co się dzieje, szybkim ruchem wyjęłam telefon z ręki i zadzwoniłam na pogotowie..
Jak zapewne wiadomo moją siostrę odwieziono do szpitala, a mnie do domu. Nie pozwolili mi z nią jechać. I pewnie wiadomo też, że po tym, jak się dowiedzieli moi rodzice miałam niezły opieprz.
Było ostro. Po tym, jak na mnie nawrzeszczeli, zaczęli mi prawić kazania. Po pewnym czasie się zdenerwowałam i poszłam do pokoju. [...]
Gdy próbowałam zasnąć, było słychać niewyraźne urywki rozmowy rodziców. Rozmawiali w miarę głośno, ale nie wystarczająco, by usłyszeć, o czym była mowa, ale mogłam się domyśleć..
[...]
Następnego dnia obudził mnie płacz rodziców. Wiedziałam, co się stało, dlatego szybko pobiegłam do nich. Od razu zaczęli mi mówić, co się stało. Ujmowali całe to zdarzenie w takie słowa, że bardziej zachciało mi się płakać, niż gdyby powiedzieli to prosto z mostu. Nie obwiniałam wtedy nikogo, oprócz siebie. Od tamtego czasu postanowiłam sobie..: NIGDY WIĘCEJ.
[...]


Więc jak wcześniej mówiłam, impreza trwała w najlepsze. Postanowiłam od razu poszukać Julki.
Było zbyt dużo osób. Nie mogłam się tam w nieskończoność przedzierać, ale wiedziałam gdzie jej szukać, bo słyszałam jej głos wydobywający się z salonu.
Siedziała tam, a w ręce trzymała puszkę, prawie że pustą od piwa. Wyciągnęłam ją do jakiegoś spokojniejszego pokoju i od razu zaczęłam gadkę..
- Co ty robisz?
- Oj, Liv! Uspokój się i zacznij się bawić! Przecież dopiero co tu przyszłaś, więc nie rób afery! - powiedziała. Po głosie można było ocenić, że była ciut pijana.
Pomyślałam sobie, że z nią nie da się teraz rozmawiać, więc od razu sobie odpuściłam sobie, nalałam sobie jakiegoś napoju i poszłam się bawić..

[...]


Po około godzinie zachciało mi się trochę pić, więc poszłam po to, co sobie nalałam.
Usiadłam na chwilę i duszkiem wypiłam całą zawartość szklanki. Powróciłam do ludzi i...
W tej chwili urwał mi się film. Obudziłam się we własnym łóżku. Czułam się zupełnie tak, jakbym po tym jak się napiłam nie było już nic. Zupełne nic!
Wszystko mnie bolało. Głowa, nogi, ręce, kręgosłup.. dokładnie wszystko. Nie było wyjątków. Ale chcąc, nie chcąc musiałam wstać z łóżka. Nie wiedziałam nawet, czy mój dom jest w dobrym stanie. Skoro nic nie pamiętam z imprezy i do tego jakimś cudem obudziłam się we własnym łóżku, to wszystko jest możliwe..


Na szczęście wszystko było dobrze, poza faktem, iż Julka spała u mnie w kuchni. ;p
Prawdopodobnie miała zgon na miejscu w czasie, gdy poszła się napić.


Gdy się obudzi, to jej podziękuję, że mnie do domu odwiozła. O ile zdążę... Przecież dzisiaj już wyjeżdżam! Nie zdążę się wyszykować..! Jestem już spakowana, ale po takiej imprezie będzie ciężko... I jeszcze do tego wszystkiego mam wyrzuty sumienia! Miałam przecież nie pić... I w tej właśnie chwili przypomniała mi się moja siostra.. Na tym całym obozie będę miała więcej czasu na przemyślenia, więc jak na razie zajmę się teraźniejszymi problemami...
* pół godziny później *

...O dziwo wszystko ogarnęłam w krótkim czasie.. Pora chyba obudzić Julkę.. Zbyt długo leży u mnie w kuchni, a jeszcze istnieje możliwość, że mojego ojca obudzi swoim potężnym chrapaniem..
- Jak słodko śpi... Chyba nie obudzę jej teraz.. Nie zrobię jej tego... Niee.. jednak zrobię! - pomyślałam sobie. Przez to, że wczoraj zaczęła imprezę beze mnie, mam dla niej specjalną, lecz nie zbyt wyszukaną pobudkę.
Podeszłam do szafeczki i wyjęłam z niej szklankę. Następnie nalałam do niej "odrobinę" zimnej wody. Podeszłam do Julki i jeszcze parę sekund na nią patrzyłam. Następnie bez wahania chlusnęłam wodą w nią do pasa. Dzięki temu w mig się obudziła.
- Oliwia! - wykrzyczała. - Dlaczego to zrobiłaś?
- Oj, daj już spokój. Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie.. Co się wczoraj stało? - powiedziałam. Spodziewałam się wszystkiego.
- Haha.. To ty nie pamiętasz? Dużo się działo! I to z tobą w roli głównej.
- Czyli co? Opowiadaj i szykuj się. Zaraz cię odprowadzę do domu. W każdej chwili może moja mama przyjść. - powiedziałam i podałam jej jednocześnie rękę, by pomóc jej wstać z podłogi. Ona podciągając się na mojej ręce ciągnęła dalej..:
- Od czego by tu zacząć?
- Może najlepiej od wszystkiego.
- Ok. To tak...: tańczyłaś ze wszystkimi i ze wszystkim. Udawałaś, że moja lampa, to jest Brad Pitt i nawet ją liznęłaś.- opowiadała, a ja jej w trakcie przerwałam
- O Boże... Boję się wiedzieć, co było dalej, więc lepiej przejdź od razu do konkretów..
- ...W pewnej chwili zaczął się do ciebie przystawiać jakiś chłopak.. Nie dawałaś się mu, więc ci sprzedał liścia i wyszedł.. Nie pamiętam dokładnie który, ale jak go zobaczę, to ci powiem, kto to. - powiedziała.
Już dalej nie gadałyśmy. Chciałam się nagadać przed wyjazdem, ale się zamyśliłam..
Zaprowadziłam Julkę do domu, a gdy już wróciłam do siebie to tam już czekała moja mama. Z godzinę jeszcze było do wyjazdu, więc ukrywałam zapach alkoholu z moich ust. Praktycznie go maskowałam. Dziwne dla mnie było to, że mama nie wyczuła tego. Zaintrygował mnie ten chłopak, co ponoć się do mnie przystawiał. Przecież Julka nawet po alkoholu wszystko pamięta, a już na pewno twarze...
[...]


Godzinę później już byłam razem z mamą w drodze na ten cholerny obóz.. Ciekawa jestem, co tam będzie się dziać..


______________________


Przepraszam, że ten rozdział jest taki krótki, ale przynajmniej dłuższy od poprzedniego.; ))
I przepraszam, że końcówka jest taka zwalona. ;p . Tak się jaram tym blogiem od kilku dni, że pragnę mieć z każdą chwilą coraz więcej notek. :D
Być może za chwilkę dojdzie notka nie dotycząca opowiadania. ; >


Tym razem będzie tak. Jak będę miała 5 lub więcej komentarzy - wtedy możecie już być pewni, że kolejny rozdział nadchodzi. Mniej komentarzy nie wchodzi w grę. Na całym blogu mam tylko 2 komentarze, a mam notek już 4 łącznie z tym.
Strasznie dużo osób weszło już na mojego bloga, a praktycznie nikt nie skomentował. Trzeba to w końcu zmienić. ; D

Liczę na komentarze.

niedziela, 6 listopada 2011

, Rozdział 1. Obóz. ♥

Podobno wszyscy lubią wyjeżdżać na kolonie i tym podobne. No właśnie. Podobno...
Tą osobą, która tego nie lubi, jestem niestety JA...
 Nie to, że nie lubię natury. Ta soczysta zieleń, ten świeży zapach... Kto by tego nie lubił? W moim przypadku tu chodzi raczej o ludzi. W dzisiejszych czasach ludzie w moim wieku (16l.) są zazwyczaj zapatrzeni w siebie (nie mówię, że wszyscy). Na kolonie ludzie jeżdżą często z przyjaciółmi, bo sami nie lubią rozglądać się po okolicy i nie lubią się z kimś na nowo zapoznawać. Jak zawsze w grupie raźniej. Tyle, że ja nie mam z kim tam pojechać, bo znajomi w wakacje zawsze mają gdzie jechać. To nad Bałtyk, to w góry... Zawsze są zajęci! No.. ale może wrócę do głównego powodu tej mojej nużącej wypowiedzi. Odbiegłam zbytnio od tematu. ;p Właściwie, to nie mam już co powiedzieć, węc od razu opiszę dzisiejszy dzień...

Dzisiaj już nadszedł pierwszy dzień wakacji. Nie zapowiadało się ciekawie, ponieważ za parę dni większość znajomych wyjeżdża gdzieś na wakacje. Ja z przyzwyczajenia wstałam wcześniej. Wstałam zupełnie tak, jakbym szła do szkoły. Gdy to do mnie dotarło, to sobie pomyślałam, że włożę słuchawki do uszu i jeszcze pośpię te tradycyjne "5 minut". Włączyłam swoją ulubioną listę odtwarzania i usnęłam. Te "5 minut" przerodziło się w godzinę. Byłoby dłużej, ale obudziła mnie padająca bateria. Gdy już się na dobre obudziłam, to poszłam do łazienki, by zrobić swoje poranne czynności. Po około godziny byłam już na dobre gotowa, więc poszłam na dół na śniadanie. Nie śpieszyło mi się zbytnio, dlatego schodziłam powoli.
Gdy weszłam do kuchni od razu dotarły do mnie różnorodne zapachy. Najmocniejszym z nich był zapach naleśników z syropem klonowym. Z uśmiechem na twarzy  zasiadłam do stołu. Mama jakby bardziej radosna niż zwykle nałożyła mi parę naleśników i od razu zaczęła mówić:
- Wiesz Oliwia, nie uwierzysz, co Ci dzisiaj załatwiłam. Wcześniej tak narzekałaś, że kolejne wakacje spędzisz w domu... i Ci załatwiłam wyjazd! - powiedziała moja mama z wielkim uśmiechem na twarzy. Po jej mnie było widać, że była z siebie zadowolona i spodziewała się okrzyków typu "mamusiu! Dziękuję Ci!", ale aby zobaczyła moją minę, od razu spuściła z tonu.
- Ale mamo! Mówiąc "Jezuu, kolejne wakacje spędzę w domu" nie miałam na myśli to, że nigdy nigdzie nie jeżdżę! Chodziło mi o to, że nie mam z kim wychodzić!
- Ale nie krzycz tak! Jestem tuż obok. A poza tym nie ma już odwrotu. Zapłaciłam za to sporo pieniędzy i mówili tam, że gdy to odwołam, to nie odstanę zwrotu pieniędzy, więc nie ma mowy, żebyś tam nie pojechała. - mama myślała, że wygrała i miała rację. Już nie miałam wyboru. musiałam tam jechać.
- No dobra.. to gdzie to będzie? - spytałam, a na mojej twarzy pojawił się niesmak.
-Na stole w salonie leży ulotka. Poczytaj sobie.
Gdy mama to powiedziała, ja od razu poszłam do salonu. Tak jak mama mówiła, na stole leżała ulotka. Wzięłam ją w rękę i pobiegłam po schodach na górę. Rzuciłam się na łóżko i od razu zaczęłam czytać. [...]
- Tak jak myślałam. Przez 3 tygodnie będę żyła jak jakiś totalny świr na odludziu, będą różnorodne zajęcia. Przynajmniej będę mogła sobie wybrać jedno lub dwa z nich. [...] - takie były moje przemyślenia. Nie zapowiadało się ciekawie, a zwłaszcza dlatego, że nikogo tam nie znam! Przez 3 tygodnie będę się nudzić bardziej niż zwykle, gdy moi przyjaciele bawią się na basenach na całym świecie! Zazdroszczę im. Już wolałabym siedzieć na dupie, niż robić to, co będę tam robiła...


Rzuciłam ulotkę na biurko i zaraz po tym włączyłam komputer. Włączyłam Firefox`a i w polu na adres wpisałam "fb.com". Jak każdy się domyśla - włączyłam facebooka. Przez te całe zirytowanie postanowiłam od razu dać wpis na facebooku. "Super! 3 tygodnie na totalnym odludziu! Za dwa dni wyjeżdżam. ŻYĆ, NIE UMIERAĆ! : )"
*WYŚLIJ*

Po paru minutach było mnóstwo komentarzy. "Współczucie : (", "Szkoda, że nie jedziesz tam, gdzie ja. ; | ". Ale były również pozytywne komentarze: "ooo, fajnie masz :)"
Gdy to przeczytałam, po chwili odpisałam "fajnie? A chcesz się zamienić? ; )" [...]
*WYŚLIJ*
"No pewnie! Haha, a tak na serio, to szkoda, że nie mogę ;p" - ta konferencja trwała jeszcze chwilkę. [...] Nie miałam co robić, więc wyłączyłam facebooka i włączyłam zalukaj.pl.
Postanowiłam, że obejrzę sobie jakiś horror. I właśnie tak mi minęły następne 2 godziny...

- Nie mam co się śpieszyć. Jutro się spakuję, a dzisiaj odpocznę od tego całego roku szkolnego prawdopodobnie w domu. - pomyślałam sobie.
W tym samym momencie przyszedł mi sms. Spojrzałam na ekran telefonu i mi się wyświetlił napis "sms od: Julka. ; )". 
- Co ona może chcieć z samego rana? - pomyślałam jednocześnie klikając "pokarz" Napisała mi " Ale ty masz szczęście! Opowiem Ci, jak wyjdziesz teraz na chwilkę. To nie jest rozmowa na sms'y. :D " Zaskoczyła mnie tym i jednocześnie zaintrygowała, dlatego od razu odpisałam "Ok. To za 5 minut pod tą nową pizzerię :D" i od razu zbiegłam na dół, założyłam buty i wyszłam. 
Nie musiałam iść 100/h, bo ta pizzeria była niedaleko. Miałam w tej chwili czas na przemyślenia, na które nie miałam czasu podczas roku szkolnego...
Oczywiście ja byłam pierwsza na miejscu. Julka odkąd pamiętam spóźnia się na spotkania co najmniej 10 minut, ale dzisiaj zrobiła wyjątek - spóźniła się 5 minut. Na jej szczęście ten czas szybko mi minął.
Gdy już nadchodziła zza rogu, od razu powróciła moja ciekawość co do tego, co ma mi powiedzieć. Podeszła  do mnie szybkim krokiem, a wraz z nią - zapach jej perfum. Nie wychodzi z domu bez intensywnego spsikania się jej ulubionymi perfumami. W powietrzu unosi się intensywny, świeży zapach. Czuć było świerze kwiaty skroplane poranną rosą, a do tego zapach owoców. Zapach malin. Ale powracając do tematu..
- No hej! Co tam? - powiedziała głosem radosnym.
- No cześć! Mów, co chciałaś powiedzieć.
- Ale co miałam Ci powiedzieć? - oczywiście zażartowała, ale coraz bardziej mnie to denerwowało. Po prostu nie mogłam się doczekać tego, co ma mi dziś powiedzieć.
- No nie żartuj sobie! Mów, dlaczego mam szczęście? - obawiałam się jej odpowiedzi. Niby nie ma się co bać, ale ja już tam mam.
- No dobra, a więc... na ten obóz, na który jedziesz, podobno jedzie taki mega chłopak! Jest od nas o rok starszy, ale niestety nie mieszka w naszym mieście. Mieszka chyba na drugim końcu Europy! - powiedziała Julka, a na jej twarzy pojawił się uśmiech, który odzwierciedla jej podniecenie.
- No i co z tego? Pewnie nawet na mnie nie spojrzy. Skoro jest taki "mega", o pewnie będzie kręcił z dziewczynami o wiele ładniejszymi ode mnie.
- No jak to co z tego!? Słuchaj, jesteś chyba najpopularniejszą dziewczyną w naszym mieście, a jednocześnie jedną z najładniejszych. Będziesz pierwszą dziewczyną, na którą w ogóle spojrzy!
- Nie mów tak. Wiem, że to nie prawda. Znam swoją wartość, i już trochę żyję na tym świecie, więc mniej więcej wiem, jacy są chłopcy. Będę właśnie OSTATNIĄ dziewczyną, na którą by spojrzał, więc nie wiem, skąd u Ciebie takie podniecenie. - wykrztusiłam z siebie na jednym wdechu. Julka zdenerwowała mnie tym, co powiedziała. Może i w tym mieście jestem dość popularna, ale co to ma do rzeczy? Gdy tam już będę to będzie tak, jakbym całe swoje życie zaczynała od zera. A co do tego, że jestem ładna? Możliwe. Ale na pewno na obozie będą o wiele ładniejsze dziewczyny, które spokojnie można by było porównać do Top Modelek.
- Oj spokojnie, Liv. Dobra, może skończmy już ten temat, co? - mówiąc to, Julka na pewno zauważyła moje zdenerwowanie. Pewnie przeczuwała, że w tej chwili mam ochotę nawrzeszczeć na nią na ulicy, bez obawy, że przechodnie będą się na nas patrzeć.
- Na tą odpowiedź czekałam. Chodźmy może na plażę. Jutro się będę pakowała, więc nie wiem, czy potem będę miała siły na zabawę. - powiedziałam z ulgą w głosie.
- Będziesz, będziesz. Jutro specjalnie dla Ciebie zrobię MELANŻ OSTATECZNY. - ... i poszłyśmy na tę plażę..
Dalsza część dnia przeszła jak każdy normalny dzień i nic się dalej ciekawego nie działo, więc chyba nie muszę opisywać powrotu z plaży...
... Albo po prostu mi się nie chce. ;p

___________

I jak się podobał rozdział? Mam nadzieję, że bardzo. : D
Next będzie już za parę dni, jeżeli dobrze pójdzie. ; )
Z góry dziękuję za komentarze. ; *

Opisy na gg i nie tylko. ♥


Heej.
Może i to nie jest pierwszy rozdział opowiadania, ale żebyście nie musieli czekać na pustym blogu postanowiłam zapisać wam parę jak dla mnie fajnych opisów na gg i nie tylko. ; ]

Więc.. zaczynam! d;

Najważniejsza sztuka życia:
uśmiechać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego, co było i nie bać się tego, co będzie. ♥


W udawaniu, że się nie widzimy jesteśmy mistrzami.
Słowo - to wiele, ale milczenie - to wszystko.


Wiedziałam tylko, że muszę żyć dalej, muszę być silna i muszę się uśmiechać, bo nikogo nie obchodzi, że posypał mi się świat. 


Będę niezależna. Będę kurwa niezależna.
Niezależna będę. Kurwa..


Jabłko = zdrowie.
Zdrowie = siła.
Siła = dobry wygląd.
Dobry wygląd = fajna laska.
Fajna laska = seks.
Seks = AIDS.
AIDS = śmierć.
Chcesz Jabłko?


Nie wiem jak to można nazwać miłością - milion sms'ów, tysiące spojrzeń, setki uśmiechów i kilka spotkań...


Morał tej bajki jest krótki i niektórym znany... Ten świat z dnia na dzień staje się coraz bardziej pojebany.


- Jak tam?
- Pozytywnie, miło, słodko, radośnie, szczęśliwie, optymistycznie, kolorowo, czarująco, fascynująco, najfajniej na świecie.
- Serio?
- Nie.


Miłość tylko na gg, przyjaźń na pinezkach na nk.
Taa... Witaj XXI w.


Na pytanie "jaka jesteś?" odpowiadam jednym zdaniem: to zależy, czyich plotek słuchasz.


Mam prawo tęsknić i właśnie z tego prawa korzystam...


Tak, to prawda. - są takie piosenki, przy których zamykasz oczy i albo się uśmiechasz, albo do oczu podchodzą łzy. Każdy moment życia kojarzy nam się z jakąś nutą. Na dobrą sprawę mógłby być to niezły soundtrack pod nasz życiorys.


Przychodzą takie momenty, że żaden wulgaryzm nie jest w stanie określić tego, co czujemy.


Szczęście i inne nieszczęścia w roli głównej. ♥


___________________

Jeśli wzięliście jakiś, to proszę - napiszcie.
Może i nie jest to moje dzieło, ale chcę przynajmniej wiedzieć, że ktoś korzysta z tego, przez co ja "męczę" palce. ;pp

Dziękuję za uwagę.