I stało się.. Właśnie jechałam z mamą na obóz. W tej chwili najchętniej wyskoczyłabym z auta i nawet na piechotę poszła bym do domu, w którym czekało by na mnie cieplutkie łóżeczko, komputer oraz gorąca czekolada.. ale niestety to tylko głupie marzenia. Nie mogłam tam nie jechać, a zwłaszcza dlatego, że mama musiała być głupio mądra i bez konsultacji ze mną zapłaciła za wszystko.
Po wczorajszej imprezie, którą zorganizowała dla mnie Julka byłam wykończona, teraz jeszcze męczy mnie długa jazda samochodem, a do tego wszystkiego będę musiała przez 3 tygodnie męczyć się na obozie.
Już dojeżdżałam. Było już widać domki i samochody innych dzieciaków.
No świetnie... - pomyślałam. Miałam ochotę siedzieć w tym samochodzie i nie wychodzić przez najbliższe kilka dni, ale przecież nie wytrzymałabym tam bez jedzenia i picia, więc musiałam niestety wyjść.
- Mamo.. muszę tu zostać? Może jest jeszcze jakieś inne wyjście...? - powiedziałam z nadzieją w głosie, że odpowiedź będzie brzmiała "tak, kochanie. Możemy wrócić do domu. ", ale niestety moje oczekiwania były nierealne.
- Nie ma innej opcji. Musisz zostać, ale za to w przyszłym roku będziesz mogła zostać w domu. - powiedziała, a na jej twarz nasunął się uśmiech, którego w takich chwilach nie lubiłam.
No oczywiście... "ale za to w przyszłym roku będziesz mogła zostać w domu". No proszę cię! - pomyślałam, a po chwili mama podała mi moją walizkę. Pożegnała się ze mną i momentalnie odjechała. I właśnie teraz kompletnie nie wiedziałam, co robić. Nie wiedziałam, gdzie iść. Do kogo bym nie podeszła, czułam że to będzie nie miłe spotkanie. Przyzwyczaiłam się już do tego, że przez te wszystkie lata spędzone w rodzinnym mieście zdążyłam tam zapoznać już jako małe dziecko chyba wszystkich moich rówieśników, jak i tych trochę starszych oraz młodszych, ale przecież wiadomo, że dzieci łatwiej nawiązują nowe znajomości. Wystarczyło tylko zapytać się kogoś, czy możemy się razem pobawić, i od razu nawiązywała się przyjaźń.
Zamyślona poszłam przed siebie, a raczej poszłam tam, gdzie ludzi zgromadziło się najwięcej, bo prawdopodobnie tam mogłam się wszystkiego dowiedzieć. Stałam zapatrzona w komórkę i zaczęłam robić w niej porządek, gdy nagle ktoś na mnie wpadł i mnie wywrócił.
- Uważaj trochę! - powiedziałam zdenerwowana nawet nie patrząc na tą drugą osobę.
- Sorry. - powiedział. Głos wskazywał na to, że mam do czynienia z osobnikiem płci przeciwnej. Chłopak wyciągnął do mnie rękę, a ja tylko ją odsunęłam.
- Dzięki za pomoc, ale poradzę sobie sama. - powiedziałam wstając, a następnie otrzepując spodnie z piasku.
- Jak uważasz.. - powiedział chłopak, a ja w tej samej chwili spojrzałam na niego i zaniemówiłam. Był brunetem. Jego kolor oczu był porównywalny do błękitnego nieba, czy nieskazitelnie czystej wody. Moją uwagę przykuły śnieżno białe zęby. Można było powiedzieć, że oniemiałam z wrażenia.
- A tak w ogóle, to jestem Albert. - powiedział ukazując swoje idealnie proste zęby.
- Miło mi. - odwzajemniłam uśmiech. - Jestem Oliwia.
Miłe pierwsze spotkanie przerwał głos z megafonu, który zwoływał wszystkich, by podeszli pod podest, na którym stał główny opiekun obozu.
- Cóż.. miło było, ale musimy jak na razie przerwać tę naszą pogawędkę. - zaśmiał się Albert.
I poszliśmy pod podest. Tam nam przydzielono domki i powiedziano, co będziemy robić podczas obozu i po chwili wszyscy rozeszli się do swoich domków.
Cóż.. Jak na razie był dobry początek z góry osądzone na klęskę te 3 tygodnie, które mam tu spędzić.
Weszłam do swojego domku. Jak wiadomo, to chyba na każdym obozie ma się współlokatorki, więc tutaj nie było wyjątku. Nasuwało się tylko kilka pytań: Czy są miłe? Da się z nimi żyć?
Aby odpowiedzieć na te pytania, trzeba było najzwyczajniej w świecie czekać i tak też zrobiłam.
Do końca dnia nie było nic do robienia. Pierwsze "zajęcia" zaczynają się od jutra z rana.
Super... Szkoła się odeszłą na czas wakacji, ale wczesne wstawanie niestety nie... - pomyślałam sobie, i od razu zaczęłam się rozpakowywać.
W trakcie rozpakowywania otworzyły się drzwi od domku. Jak można było się domyśleć - była to współlokatorka. Podeszła do drugiego łóżka i rzuciła swoją walizkę na swoje łóżko. Od razu zaczęła rozmowę.
- Hej! Jestem Natalia! - powiedziała radośnie patrząc na mnie z uśmiechem tak wielkim, że banan by się tam spokojnie zmieścił.
- A ja Oliwia. - powiedziałam i próbowałam się uśmiechnąć równie mocno, co mi nie wychodziło tak dobrze, jak koleżance.
- Często jeździsz na obozy? - spytała nagle
- Nie. Jestem tu pierwszy raz. Nie chciałam wyjeżdżać z miasta, ale zostałam zmuszana. - powiedziałam wymuszając sztuczny uśmiech.
- To tak jak ja! Tyle, że ja nalegałam mamę, żebym mogła tu przyjechać. I cieszę się, że trafiłam do jednego domku razem z tobą. Mało by brakowało, a bym wylądowała z Kamilą.
- Kamilą? - powiedziałam z zaciekawieniem w głosie.
- Tak, Kamilą. - powiedziała, jakby nie zrozumiała, o co chodzi. - Nie lubię jej. Wydaje jej się, że cały świat kręci się wokół niej. - powiedziała.
- Znacie się?
- Niestety tak. Jeszcze niecały rok temu się przyjaźniłyśmy, ale do tego czasu wszystko się zmieniło, tak samo jak i ona... Ale nie przyjechałam tutaj, żeby ją obgadywać. - powiedziała i wyszła nie wiadomo gdzie.
I znowu w pokoju zapadła cisza. Miałam czas na pochowanie wszystkich moich rzeczy do szafek. Jak już skończyłam, rzuciłam się na łóżko. Nie było wygodniejsze od mojego, ale lepsze to, niż podłoga.
Nudziło mi się samej w pokoju, więc wzięłam ze sobą mp3 i wyszłam rozprostować nogi..
Wiedząc dokładnie, że już jutro zaczynają się zajęcia postanowiłam spędzić trochę czasu skupiając myśli na tekście piosenki, która będzie leciała mi ze słuchawek prosto do uszu, dając mi tę przyjemność błogiego spokoju, którego nie potrafiłam znaleźć od dawien dawna. Udałam się nad wodę w cień wielkiego drzewa. Wreszcie mogłam odetchnąć. Mogłam nareszcie odpocząć od hałasu i smrodu spalin, który podczas roku szkolnego nie opuszczał mnie ani na moment. Mogłam znów poczuć ten przyjemny zapach bryzy, kwiatów rosnących w pobliżu oraz znów mogłam poczuć we włosach wiatr, który nawet w najmniejszym calu nie był zmieszany z toksynami z miasta. To były plusy tego miejsca. W duchu zaczęłam dziękować mamie, że dała mi możliwość, by odpocząć od codziennego harmideru tłoczącego mnie od lat...
Nawet się nie zorientowałam, że usnęłam. Oddałam się tym przyjemnościom do tego stopnia, że nawet nie usłyszałam, jak ktoś nawoływał moje imię tuż nad moim uchem przy okazji potrząsając mną. Szybko otworzyłam oczy i spojrzałam na tego kogoś. Okazało się, że to był Albert.
- Hej, śpiąca królewno, wstawaj! Szkoda dnia! - nawoływał radośnie ukazując swoje jakże cudne zęby.
- No już dobrze..! - powiedziałam jakby jeszcze przez sen. - Długo spałam?
- Nie.. gdzieś z 15 minut.
- To wcale nie tak długo.. To ja wracam spać. - powiedziałam z zadowoloną miną kładąc głowę na soczyście zielonej trawie.
- O nie, nie, nie! Ty idziesz ze mną..
- Dokąd?
- Na kajaki! - oznajmił. Na jego twarzy pojawił się szeroki od ucha do ucha uśmiech równie szybko, jak szybko złapał moją rękę i zabrał na kajaki.
Usiedliśmy razem na jednym, dwuosobowym kajaku. Wypłynęliśmy dość daleko, a po drodze rozmawialiśmy na różne tematy.
- Nudzi ci się...? - powiedział z szyderczym uśmiechem.
- Nie...? - odwzajemniłam uśmiech.
- A może jednak? - powiedział, i od razu zaczął kołysać kajakiem na prawo i na lewo.
Za każdym przechyleniem kajaka wlewało się do niego coraz więcej wody, aż doszło do momentu, gdy całkowicie się przewrócił. Ja szybko wypłynęłam na powierzchnię spod kajaka i zcierając z twarzy ostatnie krople wody krzyknęłam do niego.:
- Łajzo..! - i w tym momencie również wypłynął na powierzchnię. - Pożałujesz tego! - krzyknęłam z uśmiechem i od razu rzuciłam się na niego próbując go podtopić. Niestety nie bardzo mi się to udawało i dlatego właśnie przejął całą kontrolę. Rzucił się pod wodę, chwycił mnie za nogę i zaczął ciągnąć. Szybko jednak mu się wywinęłam i wypłynęłam z powrotem na powierzchnię. On po chwili też się wynużył i następnie oboje płynęliśmy w stronę suchego lądu pochłonięci śmiechem. Usiedliśmy na brzegu...
Nie mogąc wykrztusić z siebie ani jednego słowa z powodu śmiechu, postanowiliśmy zamilczeć i po prostu w ciszy z uśmiechem na twarzy położyć się na brzegu nie zwarzając na to, że piasek może przykleić się do naszych mokrych ubrań.
Leżeliśmy tak może z minutę, nie więcej. Spokój ten zakłóciła pewna dziewczyna wołająca Alberta. On słysząc jej głos prędko wstał z ziemi z miną typu "pomocy!", otrzepał się i zaczął jej się tłumaczyć. Zaraz.. Tłumaczyć? Z czego?! Dla mnie przez chwilę nie miało to najmniejszego sensu..
- Albert, co ty robisz? - powiedziała stanowczym głosem
- My po prostu sobie pływaliśmy na kajakach..
- Skoro pływaliście, to dlaczego ty i ... - w tym momencie spojrzała na mnie. - jesteście mokrzy?
- Bo wpadliśmy do wody, matko.. Odpuść sobie trochę.. Jeżeli myślisz, że marzę o innej, to się mylisz.. - powiedział, i zaczął ją delikatnie całować w usta.
- No dobrze.. Zaraz przyjdź do mojego pokoju, kochanie. - powiedziała i szybko się odwróciła i poszła. W czasie, gdy się odwracała zdążyłam zauważyć, jak patrzy na mnie, jakbym jej matkę zabiła, czy coś podobnego...
Gdy Albert skończył z nią rozmawiać, na chwilkę powrócił do mnie.
- Kto to był? - spytałam, jakby w szoku.
- Moja dziewczyna, Kamila.
- Od jak dawna ze sobą chodzicie?
- Może i głupie będzie to, co powiem, ale tydzień przed przyjazdem tutaj napisała do mnie i w sumie od dzisiaj jesteśmy parą.. - powiedział patrząc mi prosto w oczy. Prawdopodobnie zauważył smutek wypełniający moje oczy, bo również trochę posmutniał.
- To ja już chyba pójdę.. - powiedział ze smutkiem, a zaraz potem dodał z chyba sztucznym uśmiechem - Do zobaczenia!
I zniknął... Trochę byłam zdenerwowana tą całą sprawą i czułam się jakby oszukana... Nie rozumiałam jednego faktu.. Dlaczego taki fajny chłopak dał się omotać w taki związek, który raczej opierał się na zauroczeniu.. bo niby jak wyjaśnić fakt, iż zobaczyli się dopiero pierwszy raz, a już ze sobą chodzili? To dla mnie było niedorzeczne.
Oburzona całą tą sprawą poszłam do domku. Po głowie chodziły mi słowa Kamili "Zaraz przyjdź do mojego pokoju, kochanie". Niby nie jestem zboczona, ale to mi się kojarzyło z jednym. Od razu również przyszło mi na myśl to, że Kamila była bardzo łatwą dziewczyną. Mogła by TO zrobić z każdym, kto jej się podoba..
Gdy doszłam do domku położonego kilkanaście metrów od miejsca, gdzie odbyło się całe zajście, dopiero zauważyłam, że się ściemnia. To jeszcze bardziej pogorszyło mój dzień.
Po wejściu do domku poszłam do łazienki wziąć prysznic. Następnie wysuszyłam włosy i spięłam je w luźnego koka, w którym włosy rzucały się na wszystkie strony świata, by rano mieć falowane włosy. Usiadłam na łóżku i zaczęłam szperać w torbie. Wyjęłam z niej laptopa. Jak dobrze, że zabrałam go ze sobą. W takich chwilach jak ta, dla mnie najlepiej jest odciąć się od świata i pochłonąć się w sieci i zacząć czytać o realnych, jak i nierealnych nowościach ze świata...
[...]
Tak się zapatrzyłam w ekran, że aż mnie oczy zabolały. Rozejrzałam się po pokoju, by dać odpocząć moim zmęczonym oczom. Zdziwił mnie fakt, iż Natalia już leżała w łóżku i miała bardzo twardy sen. Najwidoczniej musiałam być bardzo zapatrzona w moje okno na świat. Patrzyłam po pokoju dalej. Mignęłam wzrokiem wszystkim. Po drzwiach do łazienki, po fotelu, po drzwiach wyjściowych, po oknie... I właśnie na oknie się zatrzymałam. Gdy tylko tam spojrzałam, jakby czyjś cień nagle się schował. Szybko po łożyłam laptop obok siebie i równie szybko wstałam z łóżka. Podeszłam do okna, otworzyłam je i się wychyliłam.
Cóż... nic tu nie ma.. Musiało mi się tylko wydawać... - pomyślałam.
Od razu udałam się z powrotem do łóżka i położyłam laptopa z powrotem na kolana. Spojrzałam na godzinę... była 2:00 !
Nie wierzyłam własnym oczom, więc je od razu przetarłam i znów spojrzałam na czas. Jednak oczy mnie nie myliły. Było już bardzo późno, więc z wielkim trudem wyłączyłam laptopa i położyłam się spać. Trochę czasu minęło, zanim usnęłam, ale jednak nie wiedząc nawet kiedy, odpłynęłam...
Jak zwykle obudziłam się wcześnie. Mój organizm nie mógł się przystosować do braku potrzeby wczesnego zrywania się z łóżka, ale nie miał innego wyboru - prędzej, czy później musiał się przystosować. Patrząc na swoją współlokatorkę doszłam do wniosku, że ona nie ma z tym żadnego problemu. Tak samo jak wczoraj, dzisiaj rano również miała bardzo twardy sen. Nawet pewnie nie miała zamiaru się obudzić. Chciałabym mieć tak jak ona...
Już od dzisiaj zaczynają się zajęcia. Mam szczere nadzieje, że nie będzie widniały w planie kajaki. Mam ich po wczorajszym dniu serdecznie dość i nie mam ochoty na nie patrzeć przez pierwszy tydzień.
Ok, Ok, Ok, koniec.. Skoro Natalia śpi sobie w najlepsze, to ja nie będę gorsza...
[...]
Spałam tak jeszcze z godzinkę. Jak na początek wakacji to tyle mi wystarcza... Wstałam się wyszykować, więc poszłam do łazienki zrobić wszystkie poranne czynności. O dziwo zajęło mi to tylko pół godziny, co zwykle w wakacje zajmuje mi co najmniej 1h... Nie tracąc czasu wyszłam już na zewnątrz. Po dokładnym obejrzeniu okolicy zdałam sobie sprawę z tego, że jeszcze tylko Natalia śpi smacznie nie przejmując się niczym. Aby nie zaspała, poszłam ją obudzić. Szybko się dziewczyna ogarnęła, więc szybko znalazłyśmy się w głównej sali.
_____________________________________
Przepraaszam, że rozdział taki zryty, krótki i że w takim momencie kończę, ale długo mnie nie było chybaa, więc chciałam jak najszybciej wstawić nowy rozdział, bo sądząc po komentarzach, to zaglądacie tu tylko dla opowiadania. ;>
Nowy rozdział pojawi się na jakiś czas po tym, jak pod tym rozdziałem pojawi się kilka ( co najmniej 5) komentarzy. ; )
Nie obiecuję, że będzie się pojawiał szybko, ale jeśli ma być bardziej dopracowany i ciekawy, to chyba warto poczekać. :D
Jak zobaczycie jakieś teksty nie trzymającego się kupy, to powiedzcie w komentarzu, bo trochę poplątałam to wszystko i nie wiem, czy wszystko ogarnęłam na 100%. Ja to jak najszybciej poprawię, jeśli będę miała taką potrzebę. ;>
Liczę na komentarze. ; *
♥